Na każdej imprezie u mnie (prawie) jedną z przystawek są skrzydełka. Najczęściej są to te panierowane w stylu KFC, ale od czasu do czasu udaje mi się pomimo protestów znajomych wprowadzić jakąś inna wersję  Dziś wersja z miodem i sosem sojowym z subtelną nutką imbiru i czosnku, która wymaga od nas mniej wysiłku a zapewnia maksimum smaku 

Skrzydełka pieczone w miodzie i sosie sojowym

2 kg skrzydełek
¼ szklanki sosu sojowego jasnego
3 łyżki miodu
3 ząbki czosnku
½ papryczki chili
1 łyżeczka startego imbiru

Skrzydełka myjemy i osuszamy. Ze szydełek odcinamy lotki (nie będą nam potrzebne) i dzielimy skrzydełka na dwie części.
W misce łączymy sos sojowy z miodem, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, startym na drobnej tarce imbirem i posiekaną papryczką chili. Marynatę starannie mieszamy i przekładamy do niej po porcjowane skrzydełka. Skrzydełka marynujemy minimum godzinę, ale im dłużej tym lepiej.
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni , skrzydełka przekładamy na blachę lub do naczynia żaroodpornego, zalewamy je marynatą i pieczemy 40 minut. Serwujemy razem z powstałym sosem, najlepiej na gorąco, ale skrzydełka świetnie smakują na zimno.