Macie takie dni kiedy totalnie nic Wam się nie chce, a dodatkowo na pytanie co by tu zjeść mówicie „coś”, ale to „coś” jest kompletnie nie określone? Chodzicie wtedy od lodówki do półki i szukacie tego czegoś? Jeśli nie, to jesteście szczęściarzami, a jeśli macie tak jak ja to Wam współczuje ; ) Ja na szczęście po dwóch godzinach kręcenia się od wkoło kuchni zobaczyłam w zamrażalniku skrzydełka no i powstało to „coś” co sprawiło, że nie tylko się uspokoiłam, najadłam, ale też uśmiech zadowolenia zagościł na mojej twarzy. Polecam więc i Wam na obiad czy kolację skrzydełka pachnące pomarańczą 

Skrzydełka lekko pomarańczowe z rumem 

1,5 kg skrzydełek

Marynata:
1/3 szklanki soku pomarańczowego
4 łyżki sosu sojowego jasnego
2 łyżki sosu sojowego ciemnego
50 ml białego rumu (można pominąć lub zastąpić 25 ml vodki )
1 łyżeczka startego imbiru
2 ząbki czosnku
1 papryczka chili
1-2 łyżki brązowego cukru lub miodu
Garść kolendry (niekoniecznie)

Skrzydełka myjemy, osuszamy, odcinamy lotki i kroimy je na pół. Skrzydełka lekko oprószamy solą i pieprzem.
W plastikowym pojemniku lub torebce strunowej mieszamy wszystkie składniki marynaty tj. sok pomarańczowy, rum, sosy sojowe, posiekany drobno czosnek i papryczka chilli, starty na tarce imbir i cukier/miód – składniki mieszamy tak długo aż cukier/miód się rozpuści.
Do tak przygotowanej marynaty wkładamy skrzydełka i marynujemy je minimum 2 godziny a najlepiej całą noc.
Piekarnika nagrzewamy do 180 stopni. Skrzydełka wraz z marynatą wlewamy na posmarowaną lekko oliwą blachę do pieczenia. Pieczemy je około 30-45 minut z tym, że raz w połowie pieczenia skrzydełka przekręcamy na druga stronę.
Upieczone skrzydełka wyjmujemy, sos powstały w trakcie pieczenia przelewamy na patelnie i odparowujemy go aż zmniejszy swoją objętość o połowę.
Skrzydełka serwujemy posypane posiekaną kolendrą (niekoniecznie ) wraz z odparowanym sosem. Smacznego