Pomimo suszy i żaru lejącego się z nieba w lesie pojawiają się grzyby. Pojawiły się i u nas. Sporo jest robaczywych, ale wśród nich zdarzają się prawdziwe perełki. Tata spacerując po lesie natknął się na grzyby w tym na kilka prawdziwków no i nie było rady zapakowaliśmy je w słoiki.

Wiem, że każdy ma swój własny przepis na zalewę, ja najbardziej lubię te robione przez moją mamę. Zalewa jest bardzo słaba i delikatna i nie przyćmiewa smaku grzybów. Jeśli więc macie trochę wolnego czasu zapraszam na spacer do lasu w poszukiwaniu grzybów i polecam Wam do spróbowania wersję mojej Mamy ; )

 

Grzyby marynowane wg. Ani

 

Około 1 kg małych grzybków np. prawdziwków,

1 szklanka octu

6 szklanek wody

1 szklanka cukru

2 łyżki soli

1 marchewka

1 duża cebula

 

Grzybki starannie oczyszczamy. Większe kapelusze kroimy na cztery lub na połowę, mniejsze zostawiamy w całości. Grzyby przekładamy do garnka, zalewamy je wodą, zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy je 30 minut. Odcedzamy i odstawiamy.

Marchewkę obieramy, kroimy w plasterki. Cebulę obieramy kroimy w grubsze piorka.

Do drugiego garnka wlewamy wodę i ocet, dodajemy cukier i sól i pokrojoną marchewkę z cebulą. Całość zagotowujemy i gotujemy 5 minut. Do zalewy dodajemy obgotowane grzyby i gotujemy całość 5 minut.

Do wyparzonych słoiczków przekładamy grzyby (mniej więcej 2/3 słoika). Zalewę ponownie zagotowujemy i gorącą zalewamy grzyby. Słoiki starannie zakręcamy, obracamy o góry dnem i zostawiamy do całkowitego wystygnięcia.

Grzyby przechowujemy w spiżarce.

PS. Jeśli zostanie Wam zalewy nie wylewajcie jej, przelejcie ją do wyparzonego słoika, będziecie mogli wykorzystać ją przy kolejnych zbiorach ; )