Myślałam, że z grzybami mam już spokój na ten rok, ale Tata poszedł do lasu na spacer. I przyniósł piękne kanie. Część oczywiście została przygotowana a`la kotlet schabowy, ale że od jakiegoś czasu chodziły mi po głowie flaki (w końcu nastała jesień i takie dania wtedy jakoś wyjątkowo smakują), no to przygotowałam ich grzybową wersję. I powiem wam, że całkiem smaczna jest, także jakby ktoś szukał pomysłu na kanie to polecam 😉

„Flaczki” z kani

2-3 duże kanie
1 łyżeczka ostrej papryki
2 ząbki czosnku
3-4 ziela angielskie
2 liście laurowe
2-3 łyżki majeranku
2 łyżki masła
1 litr bulionu domowego
1 marchewka
Szczypta gałki muszkatołowej
Szczypta imbiru
sól, pieprz

Kanie oczyszczamy, kroimy na paseczki. Na patelni rozpuszczamy masło i przesmażamy na nim na rumiano (najlepiej porcjami) pokrojone kanie. Do zarumienionych kani wlewamy odrobinę wody, zmniejszamy ogień, przykrywamy je i dusimy około 15 minut, aż trochę zmiękną.
Podduszone kanie przekładamy do garnka dodajmy do nich pokrojoną w pól plasterki marchewkę, ziele angielskie, 1 ząbek czosnku, liście laurowe, paprykę i majeranek – zalewamy wszystko bulionem i gotujemy 30 minut. Do flaczków dodajemy przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku i doprawiamy zupę solą i pieprzem, a także szczyptą imbiru i gałki muszkatołowej– gotujemy jeszcze 5 minut.
Nalewamy zupę, serwujemy z wiejskim pieczywem, smacznego 😉