Maj bez podróży na Korfu się nie liczy. Kiedy wylądowałam na tej wyspie rok temu od razu się w niej zakochałam, w jej widokach, jedzeniu i przesympatycznych mieszkańcach. Odkrywanie jej poza sezonem jest najcudowniejsze, bo po pierwsze plaże i ulice są puste, restauracje dopiero się otwierają i serwują świeżutkie produkty, a do tego wszystko jest w umiarkowanych cenach. Z tych powodów postanowiłam powrócić w to magiczne miejsce i w tym roku.

Jeśli nie macie tak jak ja (po wypadku) obaw jeżdżąc samochodem, wybierając się na Korfu wynajmijcie sobie samochód. Warto zarezerwować go wcześniej przez internet wtedy zapłacicie dużo mniej, my za tydzień zapłaciliśmy 100 euro, na miejscu wynajęcie kosztuje minimum 30 euro za dzień. Potem wystarczy już tylko  wyruszyć w podróż pełną przygód – bo te czekają Was na każdym kroku. Po pierwsze uliczki są tak wąskie, że trzeba mieć oczy dookoła głowy, są one, zwłaszcza w stolicy często jednokierunkowe – co powoduje, że przejechanie 1 km zajmuje nawet 15 minut.

Kiedy w końcu wyjedziecie ze stolicy i zabłyśnie w Was nadzieja, że teraz będzie łatwiej – OSTRZEGAM nie będzie ; ) Drogi są w zasadzie nie oznaczone – znaki pojawiają się na samych skrzyżowaniach, do tego są  bardzo kręte. Jeśli będziecie chcieli zaoszczędzić trochę czasu i na GPS wybierzecie trasę szybką – może okazać się, że poruszają się po niej tylko kozice i czeka Was prawdziwy rollercoster ; ) Do tego jeśli lubcie szybką jazdę to na Korfu musicie o tym zapomnieć, 70 km to najwyższa prędkość z jaką możecie pojechać, a zdarzają się ograniczenia do 20 km ; )

Tak wiem, brzmi to jakbym Wam odradzała, ale nie, pomimo, że podróżując tymi drogami osiwiałam to i tak było warto dla zapierających dech widoków. Nie będę Wam pisać szczegółowo co warto zobaczyć, bo takich miejsc jest całkiem sporo na wyspie i każdy musi wybrać swoje, a i mi nie starczyło by miejsca w tym poście.  Ja pokochałam Sidari i Canal D`amour,

a także najdalej wysunięte miejsce na wyspie czyli Cape Drastis.

Warto wybrać się także do Angelokastro w okolicy Paleokastritsy zobaczyć ruiny zamku z czasów bizantyjskich – nie wybierajcie się tam jednak w poniedziałek bo „pocałujecie klamkę”.

Jak już pozachwycanie się widokami koniecznie pojedzcie na plaże do Paleokastritsy – woda ma tam niesamowity kolor.

Zdecydowanie warto zaplanować sobie także 1 dzień na zwiedzanie stolicy czyli Corfu Town – spacer wąskimi uliczkami,

zwiedzanie starej fortecy, starego i nowego portu, muzeum czy wizyta na lokalnym targu to coś co koniecznie trzeba przeżyć będąc na tej cudownej wyspie.

Jeśli więc zastanawiacie się czy jechać na Korfu czy nie – ja mówię zdecydowane –TAK! A, żeby zachęcić was jeszcze bardziej podrzucam Wam przepis na jedną z moich ulubionych greckich przystawek – kalmary pachnące cytryną 😀

 

Kalmary z czosnkiem i cytryną

 

500 gram kalmarów (mogą być mrożone)

3-4 łyżki oliwy z oliwek

2 ząbki czosnku

Skórka otarta z 1 cytryny

Sok z ½ cytryny

1 garść natki pietruszki

Sól,

Dodatkowo:

Cytryna do podania, pieczywo

 

Kalmary oczyszczamy, płuczemy, osuszamy i kroimy na kawałki.

Na patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy posiekany drobno czosnek i smażymy 1 minutkę. Dodajemy pokrojone kalmary i skórkę otartą z cytryny smażymy około 5 minut- raz na jakiś czas mieszając.

Usmażone kalmary skrapiamy sokiem z cytryny, oprószamy solą i smażymy 1 minutkę. Posypujemy posiekaną natką pietruszki i serwujemy, smacznego ;D